No cóż że do Szwecji

 
 

Rano w głośnikach zabrzmiał piękny utwór Louisa Armstronga “What a Wonderful World”, który obudził nas zamiast budzika. Szybki prysznic i lecimy na śniadanie. A tam już czekają na nas różne smakołyki, kawa i jajecznica. Jesteśmy farciarzami, pogodę mieliśmy po prostu idealną na zwiedzanie Karlskrony. Przywitało nas słońce i ciepło, czekając aż prom zacumuje wszyscy wylegli na pokłady opalać się o poranku. Mieliśmy w planach trzygodzinną wycieczkę z przewodnikiem. Jak zwykle wszystko tak zorganizowane, że można trafić do oczekującego autokaru z zamkniętymi oczami. Dla tych co postanowili Karlskronę zwiedzać na własną rękę był miejski autobus numer 6, przystanek pod budynkiem odpraw, nawet nie trzeba nigdzie chodzić. Tam też wielki powodzeniem cieszył się znak drogowy z łosiem, chyba każdy zrobił sobie pod nim zdjęcie z promem w tle. Jak ktoś ma profil na naszej klasie czy facebooku to na pewno takich motywów jest tam mnóstwo. Widzieliśmy jak z promu zjechali na rowerach Ci, którzy wybrali taką formę zwiedzania Karlskrony. A na nas czekała już pani przewodnik, okazała się przemiłą osobą, bardzo gadatliwą co jak na przewodnika jest pożądaną cechą, barwnie opowiadała o wszystkim co widzieliśmy, przeplatając swoje historie różnymi opowiastkami o Szwedach i Szwecji. Zatrzymywaliśmy się w różnych ciekawych miejscach żeby posłuchać historii jak powstała Karlskrona. To miasto rozłożone na kilka wysp połączonych mostami, bardzo malownicze i przyjazne. Nie wiem jak wygląda gdy pada deszcz i jest pochmurno, ale my widzieliśmy je w pełnym słońcu przy dwudziestu kilku stopniach ciepła, co jak powiedziała nasza pani przewodniczka nie jest częstym zjawiskiem w tym kraju. Szwedzi mówią do siebie po imieniu lub na Ty, w ogóle to bardzo specyficzny naród, są raczej skryci i mało spontaniczni, ale my odnieśliśmy zupełnie inne wrażenie, bo spotykaliśmy samych radosnych ludzi, wylegujących się na trawie w parku i pod pomnikiem Karola XI, założyciela Karlskrony. Jak patrzyliśmy na morze z perspektywy miasta to odnieśliśmy wrażenie, że bardziej przypomina jezioro o spokojnej toni. Pani przewodnik powiedziała, że morze wokół Karlskrony jest spokojne jak Szwed. Wszystkie jej opowiastki i historie o tym jak fajnie i dobrze jest w Szwecji spowodowały, że większość wycieczki zaczęła rozważać pozostanie na zawsze. Zmienili zdanie jak pani przewodnik postanowiła nas nauczyć kilku słówek po szwedzku, ale to była zabawa :-D. Jak się później okazało dzień dobry, do widzenia i dziękuje bardzo nam się przydało w sklepie. Podobno Szwedzi są tak szczęśliwym narodem, że bardzo długo żyją, usłyszeliśmy opowiastkę o babci która zmarła w młodym wieku, na pytanie a ile miała lat usłyszeliśmy, że 90 :-). Stwierdziliśmy, że warto wybrać się na to pierwsze zwiedzanie z przewodnikiem, bo naprawdę dostaliśmy masę ciekawych informacji w pigułce, okraszonych zabawnymi historyjkami. Po zwiedzeniu kilku kościołów, gdzie mieliśmy okazje zobaczyć kobiety - księży, poszliśmy oglądać Muzeum Morskie. Nie przepadam za muzeami innymi niż te z malarstwem, które z racji zawodu i zainteresowań uwielbiam, ale postanowiłam jako ciekawostkę zobaczyć jak wygląda morskie muzeum i co tam można zobaczyć. I naprawdę nie żałuję, bo są tam ciekawe eksponaty, stare urządzenia do nurkowania, okręty wojenne, zaaranżowane scenki z bitew morskich, żaglowce, statki i masa innych ciekawych rzeczy. Około godziny 13 zaczął się nasz czas wolny i zwiedzanie na własną rękę. My postanowiliśmy porobić zdjęcia i poszwendać się uliczkami.

Zakupów nie robiliśmy żadnych, zresztą nie nastawialiśmy się na to w ogóle. Ale Szwecja dla nas Polaków jest raczej dosyć droga. Z naszych własnych obserwacji... dużo młodych ludzi i osób w średnim wieku ma tatuaże. Akurat jesteśmy pasjonatami tatuaży, to nasz konik i hobby więc mocno zwracaliśmy na to uwagę. Po paru godzinach spacerowania, oglądania i robienia zdjęć kiedy poczuliśmy, że nogi weszły nam w... poszliśmy na przystanek i autobusem numer 6 wróciliśmy na prom. Właściwie to padliśmy, cały dzień zwiedzania trochę nas zmęczył, ale było naprawdę rewelacyjnie. A na promie czekała na nas wykwintna kolacja, kieliszek wina i przytulna kajuta.

piątek, 4 czerwca 2010

w Szwecjii

 
 
Next  
5_Entry_1.html
 
3_getting_together_at_the_cafe.html
  Previous
 
Made on a Mac Email Me