No cóż że do Szwecji
W morze mieliśmy wypłynąć dopiero o 20, ale chcieliśmy poszwendać się po sopockiej plaży, zjeść zupę rybną i koniecznie nacieszyć słońcem, które w tym roku jest towarem deficytowym. Po ponad pięciu godzinach byliśmy nad morzem :-D... ten pierwszy wdech, morska bryza i piach pod stopami, czekaliśmy na to cały rok. W Sopocie oczywiście odpoczywało w tym czasie pól Polski, ale nie ma się co dziwić wszyscy spragnieni słońca wylegli na plaże. A my zrealizowaliśmy nasze małe marzenia (zupa rybna jak zwykle mistrzostwo świata), zrobiliśmy trochę zdjęć i ruszyliśmy do Gdyni.
Nie mogłam się doczekać kiedy wejdę na prom, dla mnie to super atrakcja bo wcześniej nigdy nie płynęłam. Odprawa po odebraniu biletów odbyła się szybko i sprawnie pomimo ogromnej ilości ludzi.
Stena Baltica to nazwa promu, którym wybraliśmy się na naszą nieplanowaną, wycieczkę ze Stena Line.
Wielki pływający hotel a na nim na pokładzie numer 6 nasza kajuta :-). Poszliśmy zwiedzać pokłady i policzyć łodzie ratunkowe :-D, oczywiście tak dla żartu bo tak naprawdę to czuliśmy się bardzo bezpiecznie. Prom jest ogromny, ale nawet jak ktoś bardzo by chciał się zgubić to nie ma szans, wszystko jest dokładnie opisane i zawsze wiadomo jak trafić z powrotem do kajuty. Informacje podawane są w trzech językach, dotyczą zarówno bezpieczeństwa na promie, instrukcji jak zachowywać się w razie pożaru lub innych niebezpieczeństw. Oczywiście o tym, że czas iść na kolacje również zostaliśmy poinformowani. No i dobrze bo byliśmy już tak głodni, że nie mogliśmy się doczekać posiłku. A warto było czekać, szwedzki stół z nasza kolacją, powodował istny zawrót głowy, raczej nie da się powiedzieć czego tam nie było bo było wszystko, owoce morza, pieczone mięsa, ryby, sosy, warzywa i owoce i taki wybór deserów że szok. Na desery to już tylko popatrzyliśmy. Do tego oczywiście wino i piwo... w ilościach dowolnych. Jedzenie wspaniałe, bardzo smaczne i pięknie podane. Na promie jest kilka restauracji ponieważ podróżujących jest tak wielu że w jednej by się wszyscy nie zmieścili.
Po kolacji dalszy ciąg zwiedzania, poszliśmy zobaczyć jak wygląda nocne życie na promie. Jest klub z pysznymi drinkami i DJ’em. Chętnych do tańca nie było, pewnie z powodu przejedzenia kolacją ;-), ale za to w ofercie baru były przeróżne drinki. Sącząc naszego drinka z mango obserwowaliśmy pasażerów.
Większość to zorganizowane wycieczki z różnych miejsc Polski, było też trochę Szwedów, ogólnie panowała bardzo radosna atmosfera. O 22 większość poszła zwiedzać sklep na promie, a my poszliśmy popatrzeć jak wygląda noc na morzu. Zdziwiłam się, że w ogóle nie huśta, nie czuje się że prom jest w ruchu, morze było w miarę spokojne. Płynęliśmy sobie w kierunku Szwecji, szum fal ukołysał nas tak bardzo, że poszliśmy spać do naszej kajuty. Bałam się że Marcin nie zmieści się na swoim łóżku ale przewidzieli, że nie wszyscy mają 1.80 wzrostu, więc wysocy mogą spokojnie też płynąć :-).
Nie mogłam zasnąć, za dużo wrażeń, ale za to Marcin sekundę po tym jak się położył to słodko spał jakby mu ktoś wtyczkę z kontaktu wyciągnął... a ja czekałam na sen i rozmyślałam co zobaczę następnego dnia...
czwartek, 3 czerwca 2010
do Gdynii...